Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyborg Inferno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyborg Inferno. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2016

III. Międzyplanetarna Misja: Rozdział Siedemnasty

Roboty czuły panikę. 
Wiedziały już, że nie ma z nimi Tacaty, a to w niej dzieliły nadzieję na rychłe zwycięstwo. 
 - Co teraz zrobimy, panie? - pytały. - Trzeba by odszukać i ukarać tą diabelską szkaradę. 
- Więc jej poszukajcie! - zirytował się Stalowa Pięść. - Jak przychodzi co do czego, to wiecie co robić... jak zwykle do czasu... 
Pieniacz podszedł do niego i szepnął do ucha: 
- Wiesz, że bez ciebie nie dadzą sobie rady... są jak dzieci. 
Pięść odepchnął go od siebie. 
 - Zostaw mnie! Znalazły sobie przywódcę...! Cieszcie się, że was jeszcze nie poprzepalałem laserem. 
Roboty natychmiast się cofnęły, nie pojmując jego zachowania. Również przejmowały się zniknięciem Tacaty, a raczej jej ucieczką, ale nie tak bardzo, nie tak wnikliwie jak on. Myślały, że ten oszalał, albo jest nietrzeźwy umysłowo. Jednak musiały mu służyć, bez względu na to, jak okrutne męki będą cierpiały. 
- Co z Tacatą, panie? - spytał jak zawsze wierny Pieniacz. 
Stalowa Pięść spojrzał na niego. 
- Jak to: co? Musimy ją znaleźć, i to rychło. Jeśli trafiła na kogoś z Armii... 
- Nie myśl o tym! - rzucił szybko Stalrat. - Po prostu nie była nas godna. 
Pieniacz syknął pogardliwie. 
- Nie wiesz, co mówisz. - powiedział. - Ona może być kluczem do bram sukcesu nad autobotami. Nie rozumiesz...? Nasz pan wie, co mówi, prawda? - tu spojrzał na Stalową Pięść. 
- Od kiedy ta blacha jest twoim panem? - warknął Stalrat. - Nasz pan nie żyje. 
 - Stary król zawsze znajdzie następcę. - odparł Pięść. - Jeśli nie jest to jego własny syn, to zawsze ktoś z jego dworu wolny się znajdzie. 
Odwrócił się do robotów, spojrzał im w oczy. 
 - Możemy ją znaleźć, o ile mamy przebytą dobrą szkołę. A ukaranie jej należy do mnie. 
 - Mogę ci pomagać w chłoście, panie? - spytał Pieniacz zwilżając wargi językiem. 
- Nie, Pieniaczu. - odparł ostro Stalowa Pięść. - Ale rad jestem, że tak solidnie pociągasz za sobą konsekwencje tej sprawy. Może kiedyś mianuję cię moim następcą... 
Na te słowa służalczy z natury Pieniacz padł na kolana i zajęczał u stóp Pięści: - Tak, panie, nie pożałujesz tego...! Z pewnością wtedy wprowadzę dla ciebie reformę wojska. Będę cię godnie zastępował, zobaczysz, że z takim wojskiem, jakie utworzę zmieciemy autoboty z całego południa, północy, wschodu i zachodu... Nie pożałujesz, panie...! 
 - Przestań skomleć. - warknął Pięść. 
Pieniacz zamarł chwilowo, popatrzył ze strachem na skrzywionych w jego stronę robotów i szybko powstał z klęczek, pocierając zbroję na piersi i chrząkając. 
 - Oczywiście – powiedział już twardym, nieugiętym tonem. - Służę ci, panie. Ja od zawsze byłem, jestem i będę twoim żołnierzem i nawet jeśli razem zginiemy – tym lepiej dla nas, bo byłoby nie w porządku, gdybyśmy umarli, nie znając wzajemnie położenia... dla ciebie wszystko, panie. 
Roboty skrzywiły na ten widok, gdy Pieniacz kłaniał się po raz setny Pięści; uznały że ten podlizuje się przywódcy, aby przypadkiem nie spadła na niego jego ręka. Z tego powodu Pieniacz znalazł się na drugim miejscu czołowej listy znienawidzonych przez robocie wojsko. 
 - Widzicie? - zagadnął Pięść resztę żołnierzy. - Nie ma powodu do obaw. Już mam sposób na tą niewdzięcznicę. 
Roboty jednak spojrzały na niego jak na wariata. 
- Tak? Jakoś nie chce mi się wierzyć... 
 - Znowu ściemniasz... 
 - Ciekawe, czy to nie tylko na twoją korzyść. 
 - Na korzyść nas wszystkich. - odparł Pięść. - Zobaczycie, że jeśli odzyskamy ją, uda nam się zniszczyć autoboty. A jeśli tego dokonamy, przejmiemy kontrolę nad ludnością... tego chciał nasz sławiony pan. Możecie być pewni, że jeśli autoboty wylecą stąd na cztery wiatry, wtedy będziemy mogli pozbyć się Armii. Pamiętajcie, że Inferno będzie na pierwszym miejscu... a może i pospołu egzekwo ze Scottem, nad tym jeszcze nie myślałem... ale sądzę, że tak będzie najlepiej. A co do tej robocicy... wiem już, co robić. 
- Co obmyśliłeś, panie? - dopytywał się Pieniacz. 
 Stalowa Pięść uśmiechnął się mściwie i odrzekł powoli, okrążając roboty: 
 - Pod osłoną nocy, kiedy skończyła swój dyżur przy urządzeniu wykrywającym, uśpiłem ją zastrzykiem substancji, którą pobrałem ze swojego laboratorium. Skończyłem opracowywanie funkcjonarzu nadajnika, który wczepiłem w jej system umysłowy (tak roboty nazywają mózg). Wcześniej prowadziłem przez kilka miesięcy badania nad substancją mikroskopijną, która ,,wczepiona” w czyiś umysł daje kontrolę myśli tej osoby przez tego, kto zainstalował jej urządzenie. Ponadto może wpływać na czyny kontrolowanej osoby... może nawet wyczyścić jej pamięć o pewnym fragmencie jej życia... dzięki temu Tacata będzie w pełni nam służyła, nawet jeśli będzie u McDavida. 
Roboty były niebywale zaskoczone tym pomysłem. Czuły teraz, że Pięść jednak podejrzewał ucieczkę Tacaty i dlatego to zrobił. 
 - Czemu tedy zmuszasz nas, abyśmy jej szukali? - spytał Pieniacz. - Możesz przecież sam rozkazać jej wracać. 
Pięść pokręcił głową. 
- Obawiam się, że będę potrzebował waszej pomocy. - powiedział. - Jesteśmy wojskiem, czy nie?.. Nie zawiedźcie mnie. 
- Oczywiście, panie. - odparły chórem roboty.
***
O świcie Kometa wraz z Venus zapukały do drzwi gabinetu Clary. Były bardzo wzburzone. 
Obie autobotki zaczęły się wzajem przekrzykiwać, oskarżając między wersami Scotta i ją również, dowódczynię, o obecność Tacaty. Obie były tak rozgniewane, że nawet nie syczały na siebie wzajemnie, że sobie przerywają wypowiedzi. Taki wulkan zdań mógł się wydawać śmiesznie skrajcowany, jakby tego słuchać, stojąc z boku, ale sytuacja zrobiła się zbyt poważna. 
- Nie sądzę, aby jej obecność miała dobry wpływ na naszą współpracę! - oburzała się Venus. 
 - Widać, że Pięść mógłby być jej partnerem. - dodała zaraz Kometa. - Została przez niego uwolniona. Przecież nasi przodkowie umieścili ją na Subrynie dożywotnie, aby poniosła karę za spiski i morderstwa przeciw autobotom i Armii. 
- A czy wiadomo, do czego jest jeszcze zdolna?... 
 - Skłóci nas wszystkich ze sobą! 
- Ona tylko czeka, aż ja ze Scottem będziemy patrzeć na siebie wilkiem... 
- I ja z Corlettem... 
 - To przebiegła wiedźma i nie można jej ufać... 
- Ja bym na miejscu Inferna od razu ją zarżnęła... 
Clara jak każdy człowiek, nie była zdolna słuchać dwu rozmówców naraz, więc krzyknęła: 
 - Uspokójcie się obydwie! Zachowujecie się gorzej od robocich głąbów!... Pomyślcie sobie: jakim cudem jest możliwe takie posunięcie? Być może macie rację. Ale tak czy inaczej, trzeba by przyłapać Tacatę na gorącym uczynku – jakby ośmieliła się strzelać do Inferna, albo grzebać w danych naszych komputerów – wtedy możemy ją dyskwalifikować... Ale co możemy począć w tej sytuacji? Cały czas słyszę od was skargi, ale cały czas są to skargi nieuzasadnione... Musimy mieć dowody. 
Autobotki umilkły. 
Przyznawały Clarze rację. Wiedziały, że konieczne jest zebranie dowodów i przedstawienia ich Armii. Tylko wtedy mogli podjąć dalsze kroki. 
Lecz nie tylko autoboty uważały Tacatę za niepoczytalną. Scott już wiele razy słyszał ostrzeżenie tego typu od cyborga. 
Inferno też jakby wyczuwał czającą się w Tacacie zgubę. Chciał, aby wreszcie męskie autoboty nie zwracały na nią uwagi, bo widział, że autobotki były zazdrosne może nie w sensie uczuciowym, a zawodowym. 
 - Popełniłem wielki błąd. - powiedział Scottowi Inferno siedząc skulonym w fotelu. - Ona rzeczywiście ma nawet wiele wspólnego z Pięścią. Clara zawsze musi podejmować właściwą decyzję właśnie wtedy, gdy dostrzeże minusy swojego działania. 
 - Każdy uczy się na błędach przez całe życie, Inferno. - odparł Scott. - Nawet starzec ich nie uniknie. 
 Inferno zakrył dłonią usta i spojrzał w bok, wyraźnie zamyślony. Sądził, że on sam mógł odpowiedzieć za każdy błąd Tacaty, bo w końcu on, z racji tej, że robocica najbardziej się go bała, został jej strażnikiem i kontrolerem. 
- Nie wiem, McDavid, czy to my będziemy się uczyć na błędach Tacaty... Ale to jest możliwe. Nigdy nie wiadomo, co nas spotka. Z robotami nigdy nic nie wiadomo. 
Scott pokiwał wolno głową. Nawet nie przypuszczał takiego rozwoju sytuacji. Sądził, że rzecz miewa się inaczej, niż się tego raczej wszyscy spodziewali. 
A jednak Kanada cały czas ich zaskakiwała. Armia nabrała siły, lecz teraz bardziej skupiała się na badaniach, niż walce. Jej członkowie nieśli kolejne wykonane analizy do wydziałów ufologii i kosmologii, aby ci dogłębnie zbadali inne obiekty we Wszechświecie niż ,,sąsiedzi” Ziemi z Układu Słonecznego. Można by przypuszczać, że nie tylko na Ziemi miało prawo rozwinąć się życie. 
Wiara zaś w istoty wyższe była już swego rodzaju religią, która rozwinęła się jeszcze ponad sto lat temu, czyli w dwudziestym drugim wieku. Inferno miał rację – Kościół upadał, a bogów znów było wielu – byli to bogowie tak samo potężni, lecz ludzie też inaczej ich sobie wyobrażali. 
Scott spojrzał w zamyśleniu na cyborga. Wydawało mu się niemal oczywiste to, co usłyszał od niego na temat religii. Nauka płynąca z tej wiary była pojętna jedynie dla tych, którzy wyjątkowo głęboko ją rozumieli. A tutaj rozum był potrzebny, aby pojąć niektóre rzeczy z reguły niepotrzebujące dłuższego wytłumaczenia. Ludzie poprzez rozwój kultury i nauki mogli zbadać więcej, i więcej przekazać przyszłym pokoleniom. 
Inferno spojrzał na swoje na wpół robocie ręce, i westchnął. 
- Sądzę, że twoja wiedza o robotach w połączeniu z naszą da nam szansę na przeżycie największej burzy wojennej. - powiedział Scott. - Dlatego Armia istniejąca od stu pięćdziesięciu pięciu lat (od 2145 roku) powinna chronić dalsze pokolenia, które przyjdą tu kiedyś zająć nasze miejsce. Pokonamy największe przeszkody... zawsze dawaliśmy radę. 
 Cyborg kiwnął głową, dotknął przez chwilę bok głowy, gdzie miał zloty na przewody umożliwiające mu połączenie z komputerami w stowarzyszeniu. 
Spojrzał na Scotta ciepłym wzrokiem – właściwie po raz drugi może od całych jego dwóch wcieleń. Jego głęboki bursztynowozłoty kolor oczu odbijał światło, którego nie było za oknem – to światło było po prostu. Gdy tak patrzył, powoli jego ręka uchwyciła rękę ludzką i ścisnęła. 
Na jego starczej twarzy pojawił się z wolna uśmiech. Scott widział też ten uśmiech w jego oczach – a jego oczy, muśnięte błękitem nieba również się śmiały.







czwartek, 2 czerwca 2016

III. Międzyplanetarna Misja: Rozdział Trzynasty

Było już ciemno na zewnątrz, więc mężczyźni wybiegli z budynku uzbrajając się w latarki i mikroskopijne czujniki szpiegowskie, które Inferno wczepił im w kombinezony. Mieli też u pasa pistolety, którymi powoli mierzyli przed siebie, wietrząc niebezpieczeństwo. 
Cyborg jednakże posunął się przed ludźmi, z racji tego, że miał lepiej rozwinięte cechy biologiczne. Podłączył się pod urządzenie szpiegujące i wczepił je sobie w miejsce oczu jak okulary przeciwsłoneczne. Uniósł w górę lufę pistoletu i dał znak gestem wolnej ręki, aby ruszali. 
Posuwali się naprzód dookoła budynku wolno i ostrożnie, a potem zaczęli badać teren położony dalej od niego. Uliczki były puste, lecz cyborg wiedział, że tylko to może uśpić czujność ludzi. 
Naraz cyborg usłyszał znowu szelest z parku i natychmiast rozkazał ludzkim towarzyszom tam się udać. Tak, jak przeczuwali, park był mroczny o tej porze i tak cichy, że słyszeli jedynie własne oddechy i przytłumiony łomot serca. 
Scott chciał o coś zapytać, lecz Inferno uciszył go sykiem. Zaczęli się skradać wzdłuż ścieżki, bacząc, aby żaden nie zbłądził. Smugi światła, rzucane przez latarki i częściowo instrument szpiegowski, uprzytomniało ich w kryjącym się niebezpieczeństwie, które z każdym ich krokiem porusza się coraz dalej. 
Scott, który przez wojenną przeszłość nauczył się odpowiedniej czujności godnej żołnierza, wiedział, że roboty potrafiły na wiele sposobów zmylić Armię i już nie raz za panowania w dowództwie Susan Steward, członkowie wojska ginęli za sprawą błahego oszustwa. 
Toteż gdy Inferno starał się pouczać młodszego Corletta, mając jedynie na celu pomoc, ten natychmiast się obruszał – za to Scotta słuchał słowo do słowa. Jednak Scott wiedział, że same pouczenia nie wystarczą – bywało, iż musiał zmierzyć się z niebezpieczeństwem twarzą w twarz, jaką miał już okazję w czasie wojny z robotami. Według Scotta (i Clary) wykazał się wielkim męstwem. Zawsze starał się zaangażować w tą naukę też jego autobotkę, Kometę. 
Teraz jednak, gdy byli razem – w grupie – czuli, że nic nie jest w stanie im przeszkodzić. Starali się jednakże zbytnio nie wymuszać szybszego kroku, na twardy nakaz cyborga, a wiedzieli, że ten ma bezwzględną rację i ma nad nimi taktyczną przewagę. 
Gdy jednak dotarli do samego centrum parku, Inferno zatrzymał się i nakazał im gestem to samo. Ci natychmiast się zatrzymali, jednak ich twarze wyrażały powszechne zdumienie. 
Scott, który stał najbliżej niego, szepnął: 
- Co jest? 
Inferno zmierzył go wzrokiem i odrzekł: 
- Chyba miałeś rację, McDavid. Ktoś nas śledzi. 
- Co masz na myśli? Ja niczego podobnego nie powiedziałem. 
Cyborg zacisnął wyszczerzone zęby, i po chwili, gdy prześledził okularami szpiegowskimi okolicę, odparł: 
- Naładujcie broń. To może być krwawe... a może i przepalone spotkanie. 
Nikt nie pojął jego jak zwykle zagadkowych wypowiedzi, ale posłusznie naładowali pistolety. 
Opuścili je jednak na wysokość bioder, ale Inferno natychmiast ich skorygował: 
- Co wy robicie? Myślicie, że wróg zaatakuje wasze dolne partie ciała? 
Scott zapytał o dziwo spokojnym tonem: 
- Coś ty taki nerwowy? 
 Cyborg nie odpowiedział na jego pytanie, tylko odwróciwszy się do nich i jeszcze raz – już ostrzejszym tonem – nakazał unieść lufy przed siebie. 
Alec popatrzył na towarzyszy i wykonał ,,rozkaz" cyborga, a w chwilę później powtórzyła to reszta. 
Scott jednak zagadnął: 
- To, że w tej kwestii masz rację, to nie znaczy, że zostaniesz kiedyś dowódcą Armii. Musisz zważać na to, że twój temperament czasami wprost nie da się lubić, więc masz to szczęście, że jesteś od nas mocniejszy, ale jedynie w broni. 
 - Być może. - odparł obojętnie Inferno. - Jednakże znamy się nie od wczoraj. Jesteś żołnierzem, McDavid, ale czasami popełniasz niegodne żołnierza błędy. 
- Każdy ma swoje błędy na własnym sumieniu, ty też. - odparł ostro Scott. - Pamiętaj o naszej umowie między nami. Jeżeli uniesiesz przeciw nam broń, nawet w zwykłym gniewie, grozi ci banicja. 
 Inferno prychnął pogardliwie, chociaż w duchu przyznawał Scottowi rację. W posępnym milczeniu odwrócił się do nich tyłem i poprowadził ich dalej przez ciemny park. Szli tak pewnie z dwie godziny, nawet nie zauważając, że na niebie pojawił się księżyc. 
W parku ciemniało coraz bardziej, za sprawą tego, że przechadzali się pod rozłożystymi drzewami. Naraz usłyszeli szelest zarośli, i nie byli pewni czy to zając, czy coś innego. Alec skierował nieco świetlistego strumienia na obiekt zarośli, skąd ów szelest usłyszeli. Wytężali wzrok w ciemności, jednak nie dostrzegli wiele, ale cyborg ostrzegł: 
- Tam ktoś jest. 
Inferno uniósłszy swój pistolet do góry zaczął się przechadzać przez krzaki, o dziwo nie czyniąc przy tym dużego hałasu. 
Ludzie stali w miejscu, nieco zlęknieni. 
 - Jeśli usłyszycie dwa wystrzały, jeden po drugim – zaalarmował ich cyborg. - Przybądźcie w miejsce czerwonych światełek. 
- A jeśli jest tam ich więcej? - spytał Corlett. 
 Cyborg spojrzał na niego. 
- Chyba raczej poradzę sobie rychlej niż wy wszyscy. Nie jestem człowiekiem. 
 - Mimo wszystko przydałaby ci się pomoc. - powiedział Alec. Inferno zmierzył go gniewnym wzrokiem. 
- Jak będę potrzebował pomocy, powiadomię was. 
Mężczyźni kiwnęli głowami. 
- Jeśli to jeden z tamtych... - powiedział Scott. 
Cyborg odwrócił głowę ku niemu. 
 - ... to uważaj na siebie. - dokończył syn Stevena. 
Cyborg kiwnął głową i w chwilę później odszedł, znikając im z oczu. Wytężył wzrok i skierował się w stronę gąszczy. Wiedział, że jednak wróg zamaskował się dość dobrze, jak dla ludzi, ale cyborg taki czy inny od razu go by upatrzył, jak wilk sarnę w pustym borze. 
W jego umyśle świtało jedno postanowienie – nie zawieść Scotta. Czas był cenny, tym bardziej że był jak umykający szarak. 
A jego biegowi trzeba było dorównać, jeśli chciało się przeżyć. Inferno doskonale o tym wiedział. Nie opuścił pistoletu ani na chwilę, aby nie narazić się na atak z zaskoczenia – o ile taki miałby nastąpić. 
Starał się wszędy być zapobiegliwy. 
Przełączył na instrumencie szpiegowskim tryb podczerwieni i kontynuował poszukiwania, nie zapominając jednakże o ich celu. Przez pewien czas nie napotkał żywej duszy, chociażby ptaka, co go zdumiało niewątpliwie. 
Ale był wytrwały, nie zamierzał tak łatwo rezygnować. 
Czym prędzej przyspieszył kroku, nie przechodząc dalej niż kilkanaście mil od miejsca, gdzie pozostawił towarzyszy. 
Z podejrzeniem rozglądał się dookoła, wiedząc, że park nie mógł tak nagle ucichnąć. Zauważył w końcu jakiś jak gdyby ludzki cień przemykający się jak duch między drzewami. 
Bezszelestnie podążył w jego kierunku, nie myśląc o tym, że niebawem wypuści z dłoni pistolet, więc zacisnął palce na jego uchwycie, czując jego zimną stal. 
Zacisnął również zęby i nagle w tejże chwili, jak był o niecały kilometr od tajemniczej postaci, ta zatrzymała się. 
 Cyborg uskoczył za drzewo. Powoli wychylił głowę zza pnia i wytężył wzrok w stronę ów postaci. Przekradł się jeszcze parę metrów, lecz stwierdził, że tajemniczy cień nie ruszył się z miejsca, czego się raczej nie spodziewał. 
Gdy przyjrzał mu się bliżej, za pomocą nadajnika, zauważył iż ta ma kształt człowieka, lecz nie jest nim do końca. 
Pamiętając, aby odbezpieczyć pistolet w odpowiedniej chwili, posunął się dalej, zważając na to, że potencjalny wróg może go zauważyć. 
Starał się maskować za każdym razem, nie spuszczając wzroku z przybliżającej się coraz bardziej postaci z każdym jego poczynionym krokiem. W końcu ów postać odwróciła się wprost w jego stronę, a on zamarł na otwartej przestrzeni, nie będąc pewnym, czy go zobaczyła, czy nie. Powstrzymywał drżenie całego ciała, a ręka z pistoletem zamarła mu w powietrzu. 
 Jednak gdy obcy obiekt znajdował się od niego niecały metr, cyborg rzucił się na niego niczym drapieżnik polujący w dziczy, nie wydając z siebie niepotrzebnego wrzasku. Jego ofiara, i tak zaskoczona tym atakiem, szarpała się dziko, ponieważ schwycił ją w pasie. Kopnęła go w goleń, a on odruchowo ją puścił krzycząc z bólu. Instynktownie wcelował w nią broń, gdy ona upadła na ziemię, straciwszy wyraźnie czucie w nogach. 
- Kim jesteś? - spytał twardo Inferno; nie spodziewał się, że w obliczu gniewu wydobędzie ze swojej ściśniętej krtani tak złowieszczy syk. 
Rozpoznał w swojej ofierze robota płci żeńskiej, jednak ze względu na to, że ukrywała się przed nim był wobec niej podejrzliwy (i całkiem słusznie). 
Ta, śledząc oczyma ruchy jego lufy, była w widocznym szoku. 
Cyborg szturchnął ją nogą i warknął: 
 - Zadałem pytanie, robocia przybłędo, więc oczekuję odpowiedzi! 
Robocica zmrużyła drwiąco oczy. 
 - Mimo iż przystąpiłeś do Armii, charakterek masz tak samo cięty, jak twój język. Stalowa Pięść miał rację. 
 Cyborg nie pojął jej odpowiedzi. 
 - O czym ty gadasz? 
 - Nie domyślasz się? Pięść dąży do tego, aby zmieść Gwiezdną Armię raz na zawsze z powierzchni Kanady. I ciebie wraz z nią. 
Inferno zdjął ze skroni okulary szpiegowskie i odbezpieczył pistolet, cały czas trzymając robocicę na muszce. Przyglądał jej się podejrzliwie, mrużąc oczy i marszcząc brwi. 
- Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę. - powiedział ostrzegawczym tonem. - Jesteś z Pięścią, tak czy nie? 
Robocica drgnęła, próbując się podnieść, ale Inferno postąpił krok w jej stronę i warknął: 
- Wara i gleba! Jesteś z nim czy nie? 
Robocica zmierzyła go zimnym wzrokiem, jednak cyborg, jak można się było domyśleć, nie zląkł się tym. Patrzyła zagubiona i bezradna dookoła siebie – nie spodziewała się, że ona, jako wojowniczka, nie będzie miała wielkich szans z cyborgiem. 
Przez dłuższą chwilę byli duszeni niemal śmiertelną ciszą, ale w końcu robocica uznała, iż skoro już zetknęła się z cyborgiem, musi obmyśleć wpierw, jak wydostać się z jego pęt. Wiedziała z relacji Stalowej Pięści i Pieniacza, że Inferno jest nieprzewidywalnym i trudnym przeciwnikiem, jeśli zmierzyć się z nim w pojedynkę. 
Ona jednak, polegając wszakże na kreatywności w walce, czuła, że taki przeciwnik jak on może z łatwością gorzko się potknąć i wpaść w jej sidła. Wypatrywała w nim samym słabego punktu, gdzie by można uderzyć, milcząc gorzko, aby cyborg nie koncentrował się wyłącznie na niej. Zniewolenie na Subrynie nauczyło ją, iż w wielu przypadkach musi polegać na szybkości działania. 
Tamtejsze dni, wspomnienie potwornie trudnych trzech lat utożsamiło ją teraz w fakcie, iż musi stoczyć kolejną walkę, kolejną jatkę, która być może ocali ją i ześle chwałę z ust Pięści, że zabiła Inferna – cyborga tak bardzo znienawidzonego przez pomocnika Gallardo. 
W chwili tej, wywinęła się spod jego lufy jak strzała, z czego cyborg wystrzelił instynktownie, lecz chybił. Przez ułamek sekundy stał nieruchomo, lecz gdy w chwilę potem robocica znalazła się na jego tyłach, zablokował jej cios ręką, schwytując jej nadgarstek. 
Tacata jednak wyzwoliła się z jego uścisku kopniakiem w najsłabsze miejsce, w wyniku czego miała czas by uciec, albo obezwładnić przeciwnika. 
Wybrała to drugie. 
Okrążyła go na jego tyły i już go miała spętać laserowym sznurem, gdy nagle Inferno wyślizgnął się – dosłownie – spod jej więzów i ścisnął ją zgiętym ramieniem, przyciskając do siebie i trącając pistoletem jej skroń. Tacata, która nie zdążyła wcześniej wyciągnąć broni, poczuła, że ramię cyborga ściska jej gardło. Jej ręka błądziła po omacku w pobliżu schowka na broń znajdujący się u jej pasa. 
Inferno zaś skupiał się przede wszystkim na jej unieruchomieniu. Nie zauważył jednak na początku, że ta chce sięgnąć pistoletu. 
Wytężył całą swoją cybordzką siłę (a miał ją o wiele większą niż śmiertelnik), aby nie dopuścić do przejęcia inicjatywy przez Tacatę. Przeładował ponownie pistolet, a Tacata usłyszała jego trzask. 
Była niemal pewna, że jeśli nie zdoła się oswobodzić z jego uścisku, zginie być może nie tylko z jego ręki. Przeczuwała, że Inferno z pewnością nie działa sam – ale póki co, musiała skupić się na nim jednym. 
Szarpnęła się, ale cyborg trzymał ją mocno. Nie spodziewała się po nim tak wielkiej siły – nie znała wogóle rasy cyborgów, a Inferno był jedynym (niegdyś człowiek) którego spotkała. 
Uderzył ją lufą pistoletu, dając jej ostrzeżenie. 
 - Już wiem, kim jesteś. - wyszeptał złowieszczo, aby obudzić w robocicy strach. - Prowadzisz pomocnika Gallardo, zgadza się? 
Tacata odwróciła głowę aby spojrzeć obiektowi nienawiści robotów w oczy. Dostrzegała w piwnych tęczówkach cyborga nieokreślony błysk, jakby przebiegłość jego natury. Zmrużyła gniewnie źrenice i syknęła: 
 - Jakim prawem stawiasz mi to pytanie, zdrajco
 Inferno przydusił ją ręką, a ta zachłysnęła się własnym oddechem, kaszląc. 
 - Niech to słowo nigdy więcej nie ciśnie się na twoje usta. - zagroził. - Nasz szlachetny wojownik chciałby z tobą pomówić. 
Tacata nie pojęła, że ten ma na myśli Scotta. 
 - Ty sam nie jesteś wojownikiem. - odparła jak zwykle pełna sarkazmu. - Poza tym, nie jestem w nastroju na pogaduszki. 
Inferno jednak nie dał się oszukać. Nabierając pewności, że Tacata mu nie umknie, spętał ją laserowym sznurem tak, że ręce miała skrzyżowane z tyłu. 
Popchnął ją do przodu, jak policjant aresztowanego przestępcę. 
 - Wygląda na to, że puścisz jeszcze parę z gęby. - powiedział. - Myślisz, że nie wiem, co ty tam knujesz ze swoim panem? 
 - Ty też coś kręcisz, diable wcielony. - odcięła się Tacata. - Jeszcze zapłaczesz łzami ludzkimi... 
 - Zamilcz, żmijo. - syknął Inferno i popchnął ją skrępowaną przed siebie. 
Wyciągnął pistolet lufą do góry i wystrzelił dwa razy.


sobota, 21 maja 2016

III. Międzyplanetarna Misja: Rozdział Dwunasty

- To nie może być prawdą. - powiedział już po raz któryś Alec, nie wierząc własnym uszom. 
- A jednak. - odpowiedział mu Inferno. - Musisz zacząć wierzyć prawdzie, Sunshire, inaczej nie masz pewności, przed czym stoisz. 
Alec, jak to robił najzwyczajniejszy człowiek rasy czarnej, wpadł w złość. 
 - A skąd mam wiedzieć, czy nas nie okłamujesz? - spytał wpatrując się w cyborga podejrzliwie. 
- A za jaką cenę mnie z powrotem przyjęliście?... czy to nie za cenę prawdy? Dzięki mnie macie nowy sprzęt szpiegowski i moją jest zaslugą, że wiecie o robotach więcej niż dotychczas. Do tej pory byłem wam wierny, ale to, że Corlett nie jest w stanie tego pojąć, to już nie moja wina. 
Alec odwrócił się do niego. 
 - Więcej informacji udzieli ci Scott McDavid. - powiedział cyborg. - Czy nie rozumiesz, Sunshire, że ta sprzeczka z Corlettem to wina jego samego? 
Alec kiwnął głową. 
- Nie sądzę. - powiedział. - Czasami macza w tym palce osoba trzecia, inna od nas, ludzi. 
Inferno wybuchnął zimnym śmiechem, dokładnie takim, jakim go zapamiętano z poprzedniego wcielenia. 
- A czy to ja nie jestem człowiekiem? - spytał. 
Alec spojrzał na cyborga lodowatym wzrokiem. W jego oczach wyczuł pradawne uczucie pychy. Znał je dobrze, choć jeszcze lepiej znał je Scott. Wywołało ono u niego dreszcze, lecz wstrzymywał ten odruch silnymi mięśniami. Wiedział, że głęboko w tych oczach starca-cyborga, w tym spojrzeniu może czaić się zguba. 
 - Być może uważasz się jedynie za człowieka. - odpowiedział po dłuższej ciszy. - Ale prawdziwi ludzie wyczuwają, że jesteś inny niż oni. Stworzyły cię roboty, ty ich zdradziłeś, nawróciłeś się... tylko po to, aby Corlett odwrócił się od Scotta? 
Inferno milczał zagadkowo. 
 - Jak śmiałeś! - wykrzyknął Alec. - My cię przyjęliśmy jak brata.
 - Nie uniosłem przeciw wam broni. - odpowiedział spokojnie Inferno. 
- Wcale nie trzeba strzelić do swego, by zdradzić. - odparł Alec. - Corlett mówił mi, że czuje się zgorszony tym, że Scott bardziej ufa tobie, niż jemu. 
- Namówiłem go do zgody z McDavidem. - powiedział Inferno. - Myślisz, że tylko jemu było ciężko? Nie! Ja też wiedziałem, że ta jedna kłótnia między nimi może przybliżyć rozpad Armii! 
- Scott nie powinien był ci ufać. - powiedział wściekły Alec. - Nie dość ci szkody, jakiej dokonałeś? 
 - Dość, nie dość. - odparł całkiem obojętnie Inferno. - Nastaw ucha i wtop się we własne słowa. McDavid mi wybaczył, Clara również... najpierw Corlett się wzburzył, teraz ty... wiesz, czym to może grozić? 
 - Zamilcz, blaszany głupcze! - warknął Alec. - Straciłeś poczucie człowieczeństwa. 
 Inferno nagle wyciągnął pistolet zza pasa i wystrzelił prosto w Aleca, który jednak w porę umknął. Pocisk uszkodził przednią ścianę; odpadła od niej spora garść tynku. Cyborg zmarszczył nieosiwiałe jeszcze, czarne brwi i syknął: 
- Jesteś przeciw mnie, Sunshire? Jak dla mnie możesz odejść stąd tam, gdzie promienie nie sięgają. 
 - Gadasz jak Gallardo. - odpowiedział Alec otrząsając garnitur z drobinek kurzu. 
 - Możliwe. - potwierdził Inferno. - Tym bardziej dochodzę do wniosku, że jestem wam zbędny. 
 - W tejże chwili możesz myśleć co chcesz. - odparł Alec. - Właśnie uniosłeś broń przeciw członkowi Armii. 
Inferno cofnął się gwałtownie i upuścił pistolet na podłogę. Jego krtań drgała. 
 - Nie udawaj, że jesteś w wielkim szoku. - odparł na to Alec. - Zrobiłeś to. 
Cyborg jednak nie udawał, ale skąd Alec mógł to wiedzieć, skoro przez cały okres walki Armii z robotami Inferno ,,przyodziewał" odpowiednie emocje, aby pokazać swą siłę lub skruchę? Alec nigdy też nie rozmawiał z Inferno twarzą w twarz, nie wiedział, co się za tym kryje. Wykazał więc taką samą postawę, jak niegdyś Corlett. Był blisko Scotta, lecz nie tak blisko jak najmłodszy członek Armii, Bluegott. Miał jednakże większe doświadczenie w pracy niż on i Scott, ale właśnie w tym wszystkich jednakże przewyższał Inferno, który żył już (jakby nie patrzeć) siedemdziesiąt lat. 
Alec miał jednakże szacunek do starców, ale nie mógł wydobyć z siebie poszanowania dla cyborga, który wydawał mu się lepszy od jakiegokolwiek człowieka. Bolało go to, że on nie musi martwić się tym, że kiedyś jego zwyczajne życie ludzkie się skończy – a cyborg zazwyczaj żył dużo dłużej od zwyczajnego człowieka. Ta właśnie jedna z najgorszych ludzkich cech – zazdrość – omal nie skruszyła wielkiej przyjaźni, a teraz miała zamiar zakończyć węzeł porozumienia. 
Inferno czuł na sobie wzrok Aleca, ale patrzył szeroko rozwartymi oczyma na punkt nieokreślony, gdzieś dalej. Biała grzywa włosów na jego czole rozwiała się lekko, ukazując zmarszczki powyżej brwi. 
Alec przeładował swój pistolet i wcelował w niego. 
- Bardzo mi przykro, Inferno. - powiedział. - Ale ty do nas nie pasujesz, więc wracaj do piekła. 
Już miał jednakże czarnym palcem nacisnąć spust, gdy nagle drzwi pokoju za plecami Aleca się uchyliły i wszedł ledwo Scott z Corlettem. 
Mężczyźni jednak nie zdążyli zareagować, a Inferno starając się uniknąć pocisku padł na kolana, uchylając się nisko jak przed atakiem zarażonego wścieklizną psa. 
Scott odepchnął Aleca, którego z kolei przytrzymał Corlett. Ci we dwójkę mocowali się i szarpali ze sobą jakiś czas, dopóki Corlett nie krzyknął: 
 - Alec! Czy tobie rozum ujęło? 
 Czarnoskóry przestał się szarpać i spojrzał otępiały na białego przyjaciela. Scott skarcił go srogim spojrzeniem i rzekł: 
 - Co ty sobie pomyślałeś? Żeby strzelać do swego... 
Inferno, wciąż oszołomiony całą sytuacją, która zaszła, poruszył się niezdarnie i siadł na kolanach, ukrywając twarz w dłoniach. Scott podszedł do Aleca, a tymczasem Corlett dobiegł do zdjętego przerażeniem cyborga. 
Położył mu dłoń na ramieniu i wyszeptał: 
- Wstań proszę, mój drogi, powiedz, co się tu stało. 
Cyborg był zdumiony tak życzliwymi słowy, które wypływały chcąc, niechcąc z ust niegdyś najbardziej znienawidzonego członka Armii. Spojrzał mu w oczy, i ze zdumieniem spostrzegł, że Corlett Bluegott nie przerywa kontaktu wzrokowego z własnej woli – co dawniej czynił nadmiernie. Podał mu dłoń i pomógł wstać, a w tym czasie Scott próbował przywrócić do przytomności Aleca. 
Gdy wszyscy czterej byli już na własnych nogach, Scott i Corlett najbardziej domagali się wyjaśnień od cyborga. Ten objaśnił, jak się rzecz działa, poczynając od wątka, w którym Alec wyzwał go pod niby pretekstem, że spiskuje przeciw Armii. 
- Bo to właśnie robi. - obruszył się Alec. - Tęskni za swoim robocim wojskiem, słyszałem, jak we śnie wzywał Stalową Pięść na pomoc. 
 - Co? - spytał zdumiony, ale i przerażony cyborg. 
Czarnoskóry mężczyzna objął go jadowitym spojrzeniem. 
- A może zaprzeczysz? Chyba jednak Corlett miał rację. 
Scott postąpił krok naprzód. 
- Posłuchaj – powiedział. - Wam wszystkim niebawem Kosmos zrobi pranie mózgu. Bądźmy szczerzy... czy nie rozumiesz? On chce walczyć z nami przeciw robotom. 
Spojrzał niepewnie na cyborga, ale ten rzekł: 
 - A co, jak ukręcę łeb Pięści na twoich oczach, wtedy uwierzysz? 
Alec zmrużył groźnie oczy, ale milczał. 
Wiedział, że Scottowi niezmiernie zależy na współpracy, tak jak reszcie załogi. Postanowił jednak, że dla dobra powodzenia w tajnej misji pogodzi się z cyborgiem – i wkrótce zrobił to podając mu dłoń i ściskając ją na oczach Corletta i Scotta. 
 - Tylko kierując się życzliwością i wzajemnym zrozumieniem, możemy zwalczyć odwiecznych wrogów Armii. - powiedział Scott. - Susan wierzyła w nas tak samo mocno. Nie widziała w nas odmieńców... wiedziała, że wszyscy jesteśmy tacy sami... ludzie, jak ludzie. Cyborgowie też mają ludzkie uczucia. 
 Inferno, wydawało się, był wdzięczny Scottowi za to zdanie. Przebywał już w ciele cyborga trzy lata i wiedział już, do czego jest obecnie zdolny (do czego nie miał możliwości jako człowiek). 
Mimo wszystko czuł wdzięczność wobec Armii, wiedział, że sytuacja przyjęła taki obrót, iż musi zmienić własne nastawienie wobec członków Armii, którzy nie do końca mu ufali. 
- Musimy być silni. - powiedział Scott. - Tylko wtedy jesteśmy w stanie... 
Jego słowa przerwał narastający szelest zarośli za budynkiem. Odwrócił głowę w stronę okna. 
Alec zaraz potem chwycił w ręce latarkę. Mężczyźni nabrali podejrzeń. 
 - Co to było? - spytał Corlett i, jak to zwykle u niego bywało w chwilach złości, zaklął. 
- Na pewno nie nasi. - odpowiedział mu cyborg. 
Cali zesztywnieli i zamarli. Wiedzieli jednakże, że zazwyczaj nikt nie błądzi pod budynkiem w nocy. Alec podszedł do okna i zajrzał za jego furtynę, wychylając się do przodu. Zauważył kątem oka poruszenie w zaroślach. 
Natychmiast nakierował smugę bardzo jasnego, prawie oślepiającego światła w miejsce, gdzie je dostrzegł, lecz zbyt późno. Odwrócił się w stronę towarzyszy. 
- Ktoś nas szpieguje. - powiedział. - Lepiej dla nas go schwytać. Bo jeśli to ktoś od armii Pięści... 
Inferno spojrzał w ciemną toń za oknem, i zatarł ręce. 
 - Czeka nas nocna misja, bracia-kompani. - rzekł. - Szkoda, że nie mamy przy sobie żadnego autobota. 
Scott wciągnął na ramiona kurtkę. 
 - A co, nie ufasz w możliwości ludzkie? - spytał. 
Cyborg spojrzał na niego. 
- Czemuż to? - zdumiał się. - Oprzytomniałem już, ludzie są potrzebni tej planecie.




poniedziałek, 2 listopada 2015

II. Nowe wcielenie: Rozdział Trzydziesty Czwarty

Jednak na ich szczęście strat było dużo mniej. 
 Zbliżał się już koniec stycznia roku 2298, kiedy ludność i autoboty mogli już żyć spokojniej. Teraz, gdy mieli już pewność, iż roboty całkowicie się oddaliły, mieli chęć na gorące podziękowanie Gwiezdnej Armii, bo dzięki niej wytrwali i byli w stanie dalej tworzyć przyszłość. 
Autoboty oczywiście wróciły do swoich starych obowiązków w Armii. Im więcej robili, tym bardziej podziwiał ich świat. Raz w kanadyjskiej telewizji pojawił się reportaż o zamiarze kontuacji budownictwa autobotów, co umocniło stosunki międzyludzkie. 
W tej fali niepohamowanego szczęścia, Inferno otworzył wreszcie oczy. 
Był zadziwiony radością ludzką, która przelewała się przez załogę, zupełnie tak, jak po długiej misji mieli wracać na Ziemię. 
Inferno odzyskiwał powoli siły, wzrok jego oprzytomniał. 
Ujrzał u swojego boku skuloną, cichą Venus - najwierniejszą ze wszystkich autobotek. Był zdziwiony, ponieważ spodziewał się, iż wejdzie Scott razem z nią do jego pokoju.
 - Nie jesteś ze Scottem, Venus? - spytał powoli; jego głos był jeszcze osłabiony. Nie mógł zbyt wiele mówić, ponieważ jego aparat mowy jeszcze nie zregenerował się do końca.
 - Scott jest zajęty. - wyjaśniła autobotka. - Ja sama musiałam sprawdzić, co u ciebie. 
- Nie prosił cię czasem o to? - spytał cyborg. 
Autobotka pokręciła głową. 
 - Nie. Nie prosił. Zbytnio cię ceni, aby to zrobił. 
 - Co się stało? - spytał ponownie starzec. - Gallardo... zginął? 
 Venus zadrżała, patrząc na niego uważnie. 
 - Tak, zginął. - powiedziała. - Ale teraz nie jesteś z nim. Jesteś z nami. To była twoja decyzja. 
 Inferno powoli wyciągał wnioski ze słów autobotki. Ale w końcu przypomniał sobie wszystko. 
 - Byłem głupcem. Przez tyle lat zdradzałem... teraz sam zostałem zdradzony. 
 - Przez kogo? Sam powiedziałeś że chcesz się zmienić. 
 - Życie było dla mnie zbyt surowe, aby stało się ze mną inaczej. - powiedział Inferno. - Powinienem był umrzeć, a sam Scott powinien mnie zabić. Ja sam pragnąłem mu odebrać życie... 
- Ale pojąłeś swój błąd - przypomniała mu Venus. - Co prawda, trochę późno, ale Scott dał ci szansę. 
- Jest najprawdziwszym człowiekiem, jakiego spotkałem. - powiedział wolno Patricia. - Ma potencjał, honor, odwagę... on powinien zostać dowódcą Armii. 
Venus zadrżała ze wzruszenia. 
- Nie byłem wtedy sobą, Venus. - powiedział cyborg. - Nie chciałem, żeby tak między nami... między mną a Armią... wyszło. Wciąż nie potrafię sobie tego wybaczyć... 
Jednak po chwili Venus rzekła:
 - Ale ja ci wybaczam. 
 Patricia spojrzał w oczy autobotce. Ta chwyciła delikatnie jego dłoń - bała się, że po przebudzeniu jego bodźce mogły być nadwrażliwe. 
- Chcę zostać z wami i walczyć ze Stalową Pięścią. - powiedział. - Armia będzie silna. Wierzę w to.
***
W końcu Scott razem z Venus i Inferno wrócili do Vancouver. 
Chcieli zacząć od nowa. Inferno nie chciał mieszkać w Calgary - przywoływało mu to złe wspomnienia. Gdy przeprowadzili się, zaczęli snuć wielkie plany wobec przyszłości. Nie przyszłości Armii, lecz swojej - we trójkę. Nie minęły dwa miesiące, a już byli dla siebie jak rodzina. Wiedzieli, że razem mogli na siebie liczyć. 
Cyborg dostał wkrótce od Clary również kamizelkę kuloodporną, która była wyszywana ze specjalnej wyrobionej skóry. Miał brać ją do misji gwiezdnych, a sam zachowując części cyborga miał ,,zbroję”, czyli ciało cybordzkie koloru ludzkiej skóry (tak jak większość członków Armii – oprócz Aleca – był rasy białej). To ciało dała mu firma produkująca oficjalnie części do autobotów, ponieważ Inferno nie chciał, aby jego ciało przywoływało mu w pamięć roboty. 
Scott tymczasem nadal pracował, tym razem w hotelu Camping Canada, oczywiście jedynie na okres zimowo-wiosenny.
 Inferno też się tam zatrudnił, co wywołało wielkie zdumienie, ponieważ był wśród personelu jedynym cyborgiem. 
Ale, o dziwo, przywykli. 
Gdy zaczął się luty, praca w hotelu się zaostrzyła, ale dzięki wzajemnemu wsparciu, nikt nie odczuwał presji. Scott jednak zadecydował utworzyć dla cyborga garderobę – nie mógł przecież cały czas chodzić w zbroi. 
Dzięki temu ludzie złagodnieli, i nie patrzyli na niego tak zimno, jak kiedyś. Wszystko powoli wracało do normy. 
 Nim pierwszy promyk słońca przebił skrawek lodu na ulicy, Armia zaczęła na nowo pracować jak kiedyś. 
Wszystko to robili dla przyszłości ludzi, bo wiedzieli, że każda przyszłość zaczyna się od jutra. 
A Kanada wciąż szykowała im coraz to nowe niespodzianki. 
 Podczas obchodu święta państwowego, Venus siedziała na ławce i wpatrywała się w powiewającą flagę zdobioną w krwistoczerwony liść klonu. Pomyślała, że jednak państwo jest z nich dumne... że dali radę przezwyciężyć ten kryzys i burzę nieporządków. 
Flaga tańczyła na wietrze, tańczyła podzielając swą dumę z ludnością... Venus westchnęła, nasycając wzrok jej pięknym widokiem. Usłyszała ciche kroki dwóch mężczyzn. 
Odwróciła się i zobaczyła Scotta i Inferna. Uśmiechnęła się do nich. 
 - Wreszcie widzę twoje szczęście. - powiedział z ulgą Scott. 
 - A wy się nie cieszycie? - spytała autobotka. 
Człowiek i cyborg spojrzeli po sobie. 
 - Cieszymy się, a jakże. - rzekł Sebastian Patricia. - Nareszcie jesteśmy wolnymi Kanadyjczykami. 
Venus uśmiechnęła się. Mężczyźni usiedli obok niej. Również spojrzeli na flagę. Patrzyli na nią bezsłownie długo, bardzo długo, aż nastało popołudnie... 
 Do takiego szczęścia nie potrzebowali słów. 
W końcu Scott przerwał ciszę: 
- Sojusz... człowiek i maszyna... są jak jedność. 
Patricia i Venus spojrzeli na niego i uśmiechnęli się. Cyborg położył mu dłoń na wytatuaowanym ramieniu. 
- Serce moje należy do ciała ludzkiego, do mojego prawdziwego oblicza. - powiedział. - Tak samo twoja siła jest własnością autobota. Razem tworzą całość... Siła i dobroć.






sobota, 24 października 2015

II. Nowe wcielenie: Rozdział Trzydziesty Trzeci cz. II

Inferno został przeniesiony do osobnego pomieszczenia. 
 Ledwo trzymał się o własnych siłach i Scott razem z Aleckiem musieli go asekurować. W końcu został podłączony za pomocą styków po boku głowy i na plecach do komputera. Był bardzo podobny do tego na statku robotów, który kiedyś przekazywał mu energię przez wenflon. 
Teraz, gdy był w ciele cyborga, badacze mieli ułatwione zadanie. 
Położyli go na boku, aby nie uszkodzić przewodów. Gdy utrzymywanie życia przez komputer było już aktywne, Scott patrzył przez szybę na jego zmęczoną twarz, czując, że mimo wszystko Armia będzie w stanie mu wybaczyć. 
- I jak? - spytała Clara, mianowana niedawno nową dowódczynią Armii. - Jest silny? 
- O wiele silniejszy, niż w poprzednim wcieleniu. - odparł Scott. - Będzie walczył, czuję to. 
 Clara spojrzała na niego. 
Wyglądało na to że już wybaczyła byłemu działaczowi. 
Scott patrzył na Inferna, zacisnął pięść, odetchnął głęboko... 
- Wiele wycierpiał. - powiedziała cicho Clara. - Ale teraz wśród nas znajdzie ukojenie... 
 Scott spojrzał na przyjaciółkę. Wierzył w jej słowa. 
Chwycił jej dłoń. Nic nie mówił. Tu już niepotrzebne były słowa. 
Patrzyli razem na leżącego cyborga, modlili się w duchu o cud. Lecz musieli czekać jeszcze kilka dni.

***
Minął jednak większy kawał czasu, niż się spodziewali. 
 Wciąż smucił ich krajobraz po przebytej bitwie. 
 Kwatera cudem nie ucierpiała zbytnio. 
Jednak Scott przeczuwał, że będzie miał o wiele więcej roboty, niż poprzednim razem. Tak naprawdę, każdy teraz pracował za dwoje, i marzył, aby zima już się skończyła. 
 Ludzie zdążyli już ochłonąć z szoku, jakie zafundował im wybuch kolejnej wojny. Autoboty znów włączyły się do pomocy, aby naprawić jakość ich życia.


II. Nowe wcielenie: Rozdział Trzydziesty Trzeci cz. I

W chwilę później Inferno stanął na nogi i razem ze Scottem ostrzeliwali robota, który nie miał wielkich szans. 
Ramię w ramię walczyli, jak tylko mogli, lecz trzymali się dzielnie. 
Cyborg widocznie osłabł, lecz nie zdradzał się tym. 
Pięść został osmalony pociskiem Inferna i zaklął ordynarnie. 
 - Piękne słownictwo, mój drogi. - pochwalił Inferno. - Zatem zapraszam cię we wrota piekieł. 
Scott usłyszał znajomy warkot silnika. Dał znak gestem Inferno. 
 Zrozumiał przekaz. Cyborg strzelił ponownie; tym razem wcelował trafnie. Pięść cofnął się, pchnięty siłą pocisku, obrócił się za drugim ciosem i upadł, cały dymiąc. Mężczyzna i cyborg zobaczyli nadjeżdżającą Venus. 
 - Witam cię, bohaterze. - powiedziała. - Jesteś co prawda osmalony, ale w jednej części... to znaczy, w całości. 
- Musisz nas stąd wynieść. - powiedział Scott. - Daj znak, Aleckowi, że to koniec bitwy... niech powoli powstrzymuje autoboty. I odszukaj Corletta. 
 - W porządku. - odparł motor. - W czym jeszcze ci pomóc? 
 - Zabierz stąd Inferna. - powiedział Scott. - Wyjaśnimy wam wszystko, jak będziemy na spokojnej ziemi. 
 Venus spojrzała na cyborga. Ale bez słowa przystała na prośbę - jeśli nie rozkaz - swojego stwórcy.
***
Bitwa powoli ostygała. 
Ale roboty już tak nie napierały. 
 Były już osłabione, tym bardziej iż nadchodziła północ. Oddały tytuł zwycięstwa autobotom, wycofując się powoli z zadymionego miasta. Stalowa Pięść rozkazał im odszukać statek, którym kiedyś uciekli w Kosmos - teraz chcieli to zrobić drugi raz. Nie mieli innego wyboru. Przeżyło ich jednak nieco więcej, niż w pierwszej bitwie z autobotami. To ich uspokajało. 
 Stalrat był rozwścieczony na Stalową Pięść. 
 - To twoja wina, że nasz przywódca jest teraz po stronie Armii. - oskarżał go. - Czy ty naprawdę nie grzebałeś mu w mózgu? 
Pięść milczał. Stalrat jednak szturchnął go, domagając się odpowiedzi. 
 - Grzebałeś czy nie? 
- Odwal się. - warknął Pięść. 
Stalrat wyszczerzył zęby, warcząc jak wściekły pies. Jednak umilkł, aby się nie narażać. 
 - Co teraz? - spytał inny robot. - Straciliśmy przywódcę... Jesteśmy skończeni. 
- Nie dramatyzuj, głupcze. - syknął Pięść. - Ja będę waszym przywódcą. Stalrat zakasłał z krzywym uśmiechem na twarzy. 
 - Że co? Ty chcesz zastąpić Inferna? Chyba przepaliły ci się kable rozsądku! 
 - Bronisz tego głupca? - spytał Pięść. 
- Aha! - zahuczał Stalrat. - To teraz nazywasz Inferna głupcem? 
 - To nasz przywódca. - powiedział robot z naciskiem.
 - Już nim nie jest. - powiedział Pięść. - Ależ jesteście ślepi... 
 Robot i Stalrat spojrzeli po sobie. 
 Byli rozgniewani. 
Stalowa Pięść nachylił się do robota. 
 - Nie masz wyboru, teraz jak ten stary drań uciekł. - powiedział. - Albo przysięgniesz mi wierność, albo rozbiorę cię na części i spalę kawałek po kawałku, rozkoszując się melodią twojego krzyku... 
Chwycił Stalrata za gardło. W jego oczach błyskała rządza zemsty. 
 - Nie możesz mnie zabić. - wyksztusił Stalrat. - Musisz odbić Inferna z powrotem. 
 - Nie mów mi, co mam robić! - warknął Stalowa Pięść. - Tylko wtedy, gdy niewierny sługa pocierpi, staje się bardziej godzien zaufania. 
 - A jak było z Ferrari? - spytał robot. - Znienacka postanowiłeś go usunąć! Ględziłeś o jakiejś protoplaście... 
 - Dzięki poświęceniu Ferrari, stał się mocny. - powiedział Pięść. - Gallardo miał rację... był bardzo mocny. 
 - Gallardo zginął! - krzyknął robot. 
Pięść puścił Stalrata, który upadł ksztusząc się. 
- Omal nie uszkodziłeś mi aparatu głosowego. - wykrztusił z odrazą. 
 Pięść nie odpowiedział. 
 Jednak weszli do statku. 
 Pięść uderzył zaciśniętą dłonią klawisz uruchamiający zapłon pokładu. Powoli unosił się w górę, zrównał się z pierwszą warstwą chmur, ulatywał coraz dalej w górę... 
 W końcu znikł z planszy nieba.